czwartek, 8 września 2011

trochę się martwię

Martwię się, bo moi rodzice chyba nie do końca są normalni... gadam do nich, opowiadam, co mi się śniło, albo co mnie zainteresowało, a oni wydają z siebie dziwne dźwięki, trochę jak gołębie albo burczą, świszczą itp. Naprawdę nie wiem, co o tym sądzić. Czasami zdarza im się mówić normalnie i wtedy słucham z zaciekawieniem, albo protestuję, szczególnie, kiedy chodzi o zmienianie pieluszki wtedy, kiedy akurat jestem okropnie głodny albo kiedy upierają się, żeby mnie wykąpać, a ja jestem już strasznie zmęczony. Dzisiaj pozwoliłem Mamie dłużej pospać rano i dzięki temu miała zdecydowanie lepszy humor. Muszę się zastanowić, czy nie zacząć na stałe praktykować takiego rozwiązania, bo dużo lepiej się dogadujemy jak jesteśmy wyspani. Tata pojawił się dziś w domu z jakąś kartką papieru, na której były różne pieczątki i napisane było, że jestem Pan Franciszek Michał, gdzie mieszkam i jeszcze jakieś 11 cyferek, które podobno sprawiają, że jestem teraz  i d e n t y f i k o w a l n y. Ale trudne słowo. Najbardziej spodobało mi się to "pan". Proszę się tak teraz do mnie zwracać: Panie Franciszku :)

środa, 7 września 2011

jestem

Jestem małym chłopcem. Mam trzy miesiące (i cztery dni). Mam Mamę i Tatę (nawet fajni są). Mam dwa koty (właściwie to mogą być pumy albo pantery - straaaasznie duże są). Mam swoje humory (lepsze i gorsze). Mam ulubiony leżak-bujak (spędzam w nim duuużo czasu). Mam na imię Franio. Będę sobie tu zapisywał, co mnie konkretnego dnia spotkało. Tak, żeby później pamiętać. Bo w moim życiu tyle się dzieje! Jakiś czas temu odkryłem na przykład, że mam rękę i zaraz potem, że jeszcze drugą. Przedwczoraj natomiast odkryłem, że cała pięść, jak się dobrze postarać, może się zmieścić w buzi. Dziś miałem trochę marudny dzień. Nie wiem co się dzieje, ale mam ślinotok i swędzą mnie dziąsła. Tak mnie to zmaltretowało, że po powrocie od Babci, myślałem już tylko o jednym - bujnąć się w leżaczku i usnąć. Ale nie. Mama z Tatą uparli się, żeby mnie wymoczyć przed snem. Nie powiem, ostatecznie było nawet przyjemnie. Woda cieplutka, wiaderko przytulne, nie to, co taka tam wanienka, w której się człowiek czuje od razu jak w basenie. No więc Tata mnie wymoczył, wysuszył, ubrał i oddał w ramiona Mamy, która mnie nakarmiła oraz bujnęła. Owieczka zapodawała szum fal, a ja wyobrażałem sobie jak pływam. Nie wiem czemu, ale mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że umiem pływać. Że już kiedyś w życiu pływałem. Nie mogę sobie tylko przypomnieć, kiedy to było. Jedyne, co pamiętam, to że było fajnie. Jakoś tak bardziej przytulnie niż teraz.
No to tyle na razie. Jak na pierwszy raz wystarczy. Zmykam.